Imagin z Lou
Wszystko mnie bolało. Nie wiedziałam gdzie jestem, nawet nie dałam rady otworzyć oczu. Zupełnie nic nie pamiętałam. Słyszałam jakieś głosy, ale nie byłam wstanie odszyfrować do kogo one należą. Na szczęście po chwili zdołałam podnieść moje powieki. Pierwsze co ujrzałam to rażące światło, kilka razy zamrugałam. W końcu zobaczyłam gdzie się znajduję. To chyba szpital? Tylko co ja tu robię?
- [T.I.] nareszcie!- przytulił mnie jakiś facet- Już się bałem że się nie obudzisz.- Próbował mnie pocałować, ale go odepchnęłam przecież nie będę się całować z całkiem obcym mi mężczyzną. On widząc moją reakcje oddalił się troszkę.
- Kochanie, co jest?- zapytał wyraźnie zaniepokojony.
- Kim ty jesteś?
- [T.I.], słoneczko. Jak to kim jestem?
- I kto to ta [T.I.]- spytałam go bo gadał o jakiejś [T.I.]
Ten mi nie odpowiedział tylko zawołał lekarza. Po chwili przyszedł i wykonał mi kilka badań.
- A więc ma pani amnezję.
- Ale jak to? - zapytałam nie dowierzając w to co słyszałam.
- Nooo... miała pani wypadek. Potrącił panią tir, to cud że żyjesz.- Nic nie odpowiedziałam, nie wiedziałam co mam odpowiedzieć, więc on dalej toczył- Nazywasz się [T.I.] [T.N.] i masz 19 lat. Resztę opowie ci ten chłopak- wskazał na tego typa co próbował mnie pocałować. - Wrócę za jakąś godzinę- po tych słowach wyszedł.
- Ty mnie znasz?- zapytałam a chłopak się uśmiechną
- Tak znam cię. Jesteśmy parą.
- Co? Nie wieżę, pamiętała bym mojego chłopaka.
- To patrz.- I w tym momencie pokazał mi zdjęcia w jego telefonie, byłam tam ja i on, przytulamy się, CAŁUJEMY SIĘ, kilka moich jak śpię itp. - teraz wierzysz?- zapytał by się upewnić, ale jakoś nie mogłam mu odpowiedzieć. Znowu pustka w głowie. - Dobra... to... może ci opowiem trochę o tobie?
- Yhym
- A więc.,..- z jego monologu dowiedziałam się że moi rodzice zmarli rok temu i od tamtej pory z nim mieszkam. Nie miałam rodzeństwa, jestem polką ale przeprowadziłam się do Londynu. I że jesteśmy parą od 2 lat. Spotkaliśmy się przypadkiem, w parku.
Po niedługim czasie przyszedł lekarz.
- Może pani już opuścić szpital, tylko musi się panią ktoś zająć.
- Ja się nią zajmę- powiedział... Louis, chyba tak się nazywa.
- Dobrze to ja przygotuję wypis- i wyszedł.
Po 2 godzinach wróciłam z Louisem do domu. Rozglądałam się wszędzie. W salonie wisiało mnóstwo naszych zdjęć. Gdy doszłam do sypialni zrobiłam wielkie oczy.
- To my mamy spać razem?- zapytałam patrząc na 2- osobowe łóżko.
- No tak, śpimy razem odkąd się wprowadziłaś.
Od tamtego dnia miną miesiąc, powoli zaczynałam odzyskiwać pamięć. Nie pamiętałam tylko jednego...Louisa. Ale pokochałam go na nowo.
/ Tak wiem, do dupy. Ale nie chcę was zaniedbywać, więc jak coś mi wpadnie do głowy to piszę. I liczymy na komentarze, bo da się dawać anonimowe a i tak jest 0. / Veronica ;*









