zegar

http://the-drug-in-me-is-yu.blogspot.com/

środa, 25 września 2013

Imagin 20- Harry

Hej, tu Veronica. Bardzo was przepraszam że tak długo nic nie dodawałam, ale mam kompletny brak weny. A na dodatek nie mamy motywacji, bo nie ma komentarzy. Wejścia na naszego bloga są, a komentarze da się dawać anonimowe więc nie rozumiem w czym problem. Mam nadzieję że to się poprawi. ;*
Imagin z Harrym
A więc tak na wstępie, nazywam się [T.I.] i mam 17 lat. Mieszkam w Londynie od roku. Kiedy miałam 16 lat rodzice wywalili mnie z domu bo "jestem pasożytem, który nie potrafi na siebie zarobić". Kiedy to się stało nie miałam co ze sobą zrobić, za ostatnie pieniądze kupiłam bilet na samolot i przyleciałam tutaj. Na początku łaziłam bez celu po mieście, a tak około 3 w nocy zauważył mnie jakiś facet. Poszedł za mną i dał mi propozycję nie do odrzucenia- praca w domu publicznym. Wiem okropnie brzmi to że 16-latka idzie do burdelu, ale nie miałam innego wyboru. Zgodziłam się, przynajmniej miałam gdzie spać, co jeść i pieniądze. Nawet nie jest tak źle, normalnie chodzę do szkoły a wieczorami usługuję panom. Nikt nie wie o moim życiu,jedynie Mark- szef tego wszystkiego. Nie wszystkie dziewczyny mnie lubią bo uważają że jestem jego ulubienicą i chyba mają racje. Jestem tu najmłodsza i mam o wiele więcej klientów niż inne, dlatego  traktuje mnie wyjątkowo. A kiedy do szkoły musi przyjść rodzic, to  Mark się podaje za mojego ojca. I tak sobie żyję. Aż do pewnego dnia.
Kiedy wracałam ze szkoły trafiłam na Harrego. Kiedyś chodziliśmy razem do szkoły, ale on został gwiazdą. 
H- [T.I.]? To naprawdę ty?- Nie czekając na odpowiedź przytulił mnie. - Ale się dawno nie widzieliśmy.
T- Noo, sporo czasu minęło- Uśmiechnęłam się przyjaźnie.
H- Teraz mieszkasz w Londynie.?
J- Tak, przyjechałam tutaj jakiś rok temu.
H- Może chodźmy na kawę, pogadamy...?
J- Pewnie- I poszliśmy, przegadaliśmy sporo czasu. Aż w końcu zapytał się o coś o co nie powinien.
H- A co u twoich rodziców?
J- Dobrze- Wymusiłam uśmiech. Musiałam skłamać, bo co miałam mu powiedzieć? Że mieszkam w burdelu? Na pewno nie.
J- A która godzina? bo mi się telefon rozładował.
H- 20. 25- Powiedział  zerkając na zegarek.
O kurwa! Przecież dzisiaj wcześniejsze otwarcie! Muszę tam być! Mark powiedział że be ze mnie nia ma imprezy!
J- Harry, przepraszam ale muszę już lecieć- mówiłam w pośpiechu zakładając bluzę.
H- Może cię podwieźć?
J- Nie dzięki, pa- Rzuciłam szybko i nim się zorientowałam, biegłam w stronę budynku. Na miejscu byłam gdzieś tak 20 minut później. Szybko pobiegłam do siebie, czekając aż Mark zawoła mnie do klientów. Długi czas mnie nie wołał, więc pewnie mało dają bo ja jestem jak to on mówi "towar specjalny".Ciekawe jak to jest mieć takie życie jak innych. Takie normalne.  No wiecie, wracać do domu a tam czeka na mnie kochająca rodzina a nie starzy, przepoceni, niewyżyci seksualnie faceci. Fajnie by było. Moje rozmyślenia przerwał dźwięk otwierających się drzwi.
K- [T.I.]? Jesteś?- Zapytała Kate otwierając drzwi.
J- Jasne. Coś się stało?
K- Mark cię woła do pokoju 18.
J- Dzięki, już idę- Powiedziałam uśmiechając się.
Po chwili już szłam w stronę pokoju. Zapukałam i weszłam. Na łóżku leżał jakiś typ, na oko 35- 40 lat. Był strasznie gruby, aż ciarki mnie przeszły kiedy pomyślałam że mam się z nim przespać. Powolnym krokiem kierowałam się w jego stronę. Na jego twarzy zobaczyłam dziwny uśmiech, który obrzydził mnie jeszcze bardziej. Szłam coraz wolniej.
- Oj malutka ja lubię ostre babki, a jak nie to będzie kara.- Wstał i podszedł do mnie. Pchną mnie na łóżko i macał po całym ciele. Ale we mnie coś pękło, nie mogłam, to za bardzo obrzydliwe. Chciałam wstać, ale mnie uderzył. I bił za każdym razem kiedy chciałam wstać, przekręcić lub choć by ruszyć ręką. Jednym słowem mnie zgwałcił. Kiedy już wyszedł pod prysznic uciekłam. Wybiegłam przed budynek, chciałam opanować jakoś płacz i się uspokoić. To było okropne.
H- [T.I.]? Co ty tu robisz? -O nie! Tylko nie on. Teraz wszystko się wyda. Co on sobie o mnie pomyśli? Głupie pytanie, przecież wiadomo. Nie mogłam nic z siebie wydusić. Tylko stałam i płakałam.
H- Płaczesz? Co się stało?
J- Nic.- odpowiedziałam szybko. Chciałam odejść, ale coś mnie zatrzymało. No raczej ktoś. Harry złapał mnie za rękę.
H- [T.I.], co się stało?- zapytał z wyraźną troską. - Chodź, zawiozę cię do domu, tylko podaj mi adres.,- W tym momencie nie wytrzymałam i jeszcze bardziej się rozpłakałam. Ryczałam jak dziecko.
H- [T.I.] spokojnie- Widząc że ta nic nie daje, dał sobie spokój. Nie zważając na moje protesty wsadził mnie do samochodu i ruszył z piskiem opon. Będę miała kłopoty jak zaraz nie wrócę.
J- Harry... ja muszę wracać
H- To cię zawiozę. Gdzie mieszkasz?- Nie no! Ja jestem jakaś psychiczna! Znowu się rozryczałam.       Harry wiedząc że nic ze mnie nie wyciągnie, w końcu skończył temat. Po niedługim czasie przed oczami pojawił mi się duży dom, jakaś willa normalnie. Po chwili Harry otworzył mi drzwi. Spojrzałam na niego, nic nie rozumiejąc, ten zaśmiał się.
H- Chodź. - Pociągną mnie za rękę w stronę wejścia.
J- Gdzie my jesteśmy?- Zapytałam rozglądając się po pomieszczeniu.
H- U mnie. Aco?
J- Tak się pytam... ale wiesz... ja powinnam już iść.
H- No to cię odwiozę, późno już jest.
J- Nie dzięki.- I znowu... chciałam wyjść, ale mnie zatrzymał.
H- Czemu mi nie chcesz powiedzieć gdzie mieszkasz? No chyba cię nie okradnę.
J- Nie tak że nie chcę po prostu...- Nie wiedziałam co powiedzieć.
H- Po prostu...?
J- Nie mogę.
H- Jak to nie możesz?
J- Bo...- Nie wiem czemu, ale czułam że dłużej nie wytrzymam. Po prostu muszę się komuś wyżalić, muszę się wygadać, powiedzieć o tym co czuję. I tak zrobiłam, opowiedziałam mu całą moją historie i nareszcie poczułam się lepiej. Kiedy skończyłam mówić zauważyłam w oczach loczka łzy. Przez dłuższą chwile nic nie mówił. Po chwili bez słowa mnie przytulił, siedzieliśmy wtuleni w siebie co najmniej pół godziny. Aż w końcu się odezwał.
H- Przykro mi... nie wiedziałem- Nie odpowiedziałam tylko wtuliłam się w niego mocniej.
Harry pocałował mnie w czubek głowy.
J- Muszę już wracać.- powiedziałam odrywając się od niego.
H- Tam!? Chyba cię pogieło jeżeli myślisz że cię tam puszczę.
J- Ale...
H- Nie ma żadnego ale. Zostajesz u mnie i koniec.
J- Ja nie mogę.
H- Możesz.
No i zostałam. I to była najlepsza decyzja w moim życiu. Dzisiaj mam 23 lata i nazywam się [T.I.] Styles. Jestem najszczęśliwszą dziewczyną na świecie, a wszystko dzięki Harremu.

5 komentarzy:

  1. ooo jakie sweet <3 czekam na kolejnego imagina :) a co do komentarzy może jakbyście usunęły weryfikację obrazkową to może by był więcej komentarzy xd

    OdpowiedzUsuń
  2. LOL my nie dodawałyśmy tej weryfikacji. WTF.?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Weryfikacja obazkowa jest automatyczna przy zakładaniu bloga. Musicie wejść w usawienia i je wyłączyć...

      Usuń
    2. Wyłączyłam. Nie ma już.? ;-;

      Usuń
    3. nie nie ma już :)

      Usuń